Z Trójmiasta do Cambridge – nowe życie w UK

KORPO NA ŚWIECIEPRACOWNICY O KORPORACJIWYWIADY

Opublikowano przez:

Radek od 20 lat zdobywa doświadczenia w obszarze zarządzania sieciami komputerowymi i serwerami. Studiował w Gdańsku, przez wiele lat pracował w Trójmieście, jednak na pewnym etapie swojej kariery zawodowej zdecydował się na podróż do Wielkiej Brytanii. Czym była pokierowana ta decyzja? Jacy są Anglicy w oczach Radka jako współpracownicy i sąsiedzi? Na co zwrócić uwagę podejmując decyzję o takim wyjeździe? O tym dowiecie z poniższego wywiadu, którego zdecydował się nam udzielić.

Radek, od kilku lat pracujesz poza granicami Polski, w Wielkiej Brytanii. Co Cię skłoniło do wyjazdu? Jako osoba z branży IT raczej nie powinieneś narzekać na brak ofert na naszym rynku – ścisłe, inżynierskie umysły są chyba teraz w deficycie i w cenie.

Historie mojego wyjazdu można by zawrzeć w zdaniu “coś się kończy, coś się zaczyna”. Moja praca zawodowa w Polsce przez kilkanaście lat związana była z jedną Trójmiejska firma, z którą rosłem, rozwijałem się i w której udało mi się przejść praktycznie wszystkie szczeble kariery w dziale IT. Firma ta jednak została kupiona przez inna większa, formalnie przestała istnieć a ja doszedłem do wniosku, że jest to doskonały moment, aby porozglądać się za czymś nowym. Dość szybko okazało się, że oferty pracy, które w moim mniemaniu były godne uwagi, pochodziły z Wrocławia, Krakowa, Warszawy, a więc wizja przeprowadzki zaczynała być dość mocno realna. Po jakimś czasie (za namowa bliskiej mi osoby, która stwierdziła, że “przeprowadzka to przeprowadzka, a liczba kilometrów to sprawa drugorzędna”) umieściłem swoje CV w jednym z brytyjskich portali. Z perspektywy czasu był to przysłowiowy “strzał w dziesiątkę”: dwa dni później zostałem zwerbowany na pierwsza rozmowę kwalifikacyjna (przez telefon), dwa tygodnie później dostałem oficjalne zaproszenie do Wielkiej Brytanii celem przeprowadzenia ze mną ostatecznej rozmowy i przedstawienia firmy, w końcu trzy miesiące później stałem na lotnisku w Gdańsku czekając na lot do Londynu. Co takiego spowodowało, że wybrałem właśnie te ofertę a nie inne, które dostawałem wcześniej z Polski? Paradoksalnie nie było to większe wynagrodzenie, myślę ze zadecydował profil firmy, która mnie zwerbowała, jej podejście do pracy, perspektywy rozwoju, innowacyjność. Firma, w której zaczynałem swoja prace w UK była i nadal jest liderem na skalę światową, jeśli chodzi o “zaawansowane przetwarzanie obrazu”. Miło jest być częścią zespołu, dostarczającego rozwiązania, które można znaleźć chociażby w każdym lepszym telefonie komórkowym. Podsumowując: z perspektywy czasu można użyć porównania, że była to miłość od pierwszego wejrzenia 😉

W samej Wielkiej Brytanii również nie zagrzałeś w jednym miejscu. Na początku były to okolice Leicester, obecnie Cambridge. To przypadek czy plan?

Zmiana lokalizacji wynikała z oferty, której w moim mniemaniu nie sposób było nie wykorzystać. Firma, w której pracowałem, stalla się częścią większej korporacji a ja sam dostałem ofertę na awans i przeniesienie z oddziału do centrali. Nie planowałem tego bezpośrednio, jednak traktowałem to jako krok w dobrym kierunku (zarówno dla mnie jak i mojej rodziny)

Czy jest coś, co z punktu widzenia rozwoju zawodowego jest dla Ciebie szczególną wartością dodaną, jeśli chodzi o podjęcie pracy w UK? Coś czego w Polsce nie miałbyś szansy poznać, doświadczyć?

Wyjeżdżając do UK zastanawiałem się co będzie, jeśli się okaże, że to co ja uważam za nowoczesne, w UK już dawno jest “passe”. Dość szybko jednak wyleczyłem się z tego typu kompleksów. Jako kraj nie mamy się czego wstydzić, zarówno pod katem sprzętu/rozwiązań jakich używamy (niektóre nowinki techniczne wręcz przywiozłem ze sobą z Polski do UK!) jak i naszej wiedzy. Branża IT w UK ocenia Polaków jako dobrych fachowców, którzy mają doskonała wręcz umiejętność adaptacji do nowych zadań/warunków. Wspomniana adaptacja, pozwala nam na dość swobodny (oczywiście w granicach ram przyjętych przez firmę, w której pracujemy) rozwój. Jest to pożądane i bardzo dobrze odbierane przez przełożonych i kierownictwo. Wracając do pytania: odnoszę wrażenie, że kwestia możliwości rozwoju jest największa różnica pomiędzy praca w PL a UK a wynika ona z niezrozumienia jak ważnym elementem jest inwestycja w pracownika. Bardzo trafnie obrazuje te sytuację anegdota, krążąca raz po raz po różnego rodzaju portalach i opowiadająca o rozmowie Dyrektora ds. rozwoju z Dyrektorem Finansowym o potrzebie szkoleń pracowników. Dyrektor Finansowy, sprzeciwia się wydawaniu pieniędzy na szkolenia pytając: “co się stanie, jeśli wydamy pieniądze na szkolenia pracowników a Ci nas opuszcza”. Na to ripostuje Dyrektor ds. Rozwoju “a co się stanie, jeśli ich nie wydamy i Ci ludzie u nas zostaną?”. Myślę, że podejście Dyrektora ds. Rozwoju w powyższej anegdocie jest bliższe firmom w UK, podejście Dyrektora Finansowego: firmom w Polsce. Nie chciałbym oczywiście generalizować, że tak jest zawsze, niemniej jednak z mojego subiektywnego punktu widzenia jest to największa różnica

Jak się pracuje z Brytyjczykami? Czy z jakiś powodów są wyjątkowi, inni od nas jako współpracownicy, koledzy z pracy?

Z pewnością ich zachowanie jest inne – są bardziej spokojni, zrównoważeni co ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony spokój jest bardzo pożądany w chwilach kryzysowych, z drugiej strony, gdy “dom się pali”, należy go gasić jak najszybciej a nie bez pospiechu, dodatkowo z przerwa na szybką herbatę 😉 Oczywiście jest to straszna karykatura, niemniej jednak dość dobrze obrazuje opisywane przeze mnie zachowania. Kolejna różnica, jest radość z wykonywanej pracy oraz pewność siebie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Anglicy na co dzień są osobami uśmiechniętymi, zadowolonymi z życia, z tego co mają. Bardzo cenią sobie rodzinę, czas z nią spędzony. Duzy nacisk kładą na równowagę pomiędzy praca a zżyciem prywatnym (worka-life blance).  Anglicy (zwłaszcza starsza cześć społeczeństwa) szanują Polaków przez wzgląd na pamięć o Naszym zaangażowaniu w Bitwie o Londyn i ogólnie w II Wojnie Światowej.

Co do reszty, myślę ze mamy więcej wspólnego z Anglikami niż nam się wydaje. Zdecydowanie podobne poczucie humoru czasami mocno na granicy czarnego, wspomniany już szacunek dla rodziny, przekonanie, że każdy z nas pochodzi z najlepszego/najwaleczniejszego/najmądrzejszego/wybranego narodu Świata itp. ;). Oczywiście tak jak wszędzie znajdzie się osoba, która całkowicie przeczy powyższemu opisowi, ale, wyjątek potwierdza regule.

A co powiesz na temat życia codziennego. Czy Twoje zwyczaje, sposób spędzania wolnego czasu zmieniły się znacznie po przeprowadzce?

Nie wydaje mi się, aby nasze przyzwyczajenia/życie rodzinne uległo jakiejś wielkiej zmianie. Z pewnością brakuje bliskich, bo już nie można tak jak kiedyś wsiąść w samochód i pojechać na przysłowiową kawę do rodziców/krewnych. Oczywiście w dobie Internetu, telefonów, wideokonferencji kontakt jest utrzymywany, ale to już nie to samo. Brakuje również Instytucji “Dziadków” jako azylu, gdzie spokojnie można by zostawić “trójkę” dzieci (dwie dziewczynki i psa 😉 i oderwać się na chwile od wszystkiego. W UK jesteśmy stosunkowo od niedawna (niecałe 4 lata) wiec nadal czujemy się tutaj jak turyści: nadal jest wiele miejsc, które wątroby było odwiedzić i które znajdują się na naszej liście. Reszta to już proza życia, wyglądająca tak samo bez względu na szerokość geograficzna: przedszkole, szkoła, praca, zakupy itp. itd. …

A Brytyjczycy jako sąsiedzi, w życiu prywatnym. Masz wyrobione jakieś zdanie?

Tutaj sytuacja wygląda identycznie jak w Polsce. W zależności od tego w jakim rejonie/dzielnicy mieszkasz, takich sąsiadów masz. My jak na razie nie mamy żadnych złych doświadczeń (no poza jednym, gdzie mieliśmy skargę dotycząca tego, że w nocy hałasujemy przestawiając meble co okazało się być chrapaniem mojego psa). Z mojej obserwacji, dobrze jest mieć wspólny mianownik z sąsiadami: często są to dzieci bawiące się razem przed domem, zwierzęta, itp. Swoja droga ze zwierzętami wiąże się bardzo ciekawa anegdota: nasza aktualna sąsiadka, do której poszliśmy się przedstawić po przeprowadzce do Cambridge, uścisnęła Nam reket i stwierdziła, że jesteśmy dobrymi ludźmi, bo … nasz pies jest zadbany i radosny, a jeśli ktoś szanuje zwierzęta to szanować też będzie innych ludzi.  Cóż, co kraj to obyczaj

A samo Cambridge. Co powiesz. Jak się mieszka?

Cambridge jest bardzo urokliwe. Miasto samo w sobie nie jest duże, ale nagromadzenie zabytków (Z Uniwersytetem na czele) robi wrażenie. Jest to również skupisko wielu narodowości z praktycznie całego świata oraz najszybciej ekonomicznie rozwijający się rejon Wielkiej Brytanii. Idąc ulica, co chwile słyszy się jakiś obcy jeżyk. Centrum pełne jest zabytków oraz klimatycznych pubów.

Tak mniej więcej wygląda Cambridge z punktu widzenia turysty – jak natomiast wygląda z punktu widzenia mieszkańca? Nie jest tajemnica, że koszt zżycia tutaj jest zdecydowanie większy, gdy porównamy go do innych miejsc w UK. Zaparkowanie auta w mieście graniczy z cudem. Poranna jazda do pracy może okazać się przedpołudniem spędzonym w samochodzie, zwłaszcza jeśli trafi się na jakieś niespodziewane roboty drogowe (a tych jest wiele z racji ciągłego rozbudowania się Cambridge). Ale dość już narzekania – ogólnie miasto i okolica są czysta, zadbana, pełna różnego rodzaju atrakcji, zarówno dla mniejszych jak i większych. A gdy i te się znudzą, zawsze można wsiąść w pociąg/samochód i w ciągu 30minut znaleźć się w Londynie …

Wracasz czy zostajesz?

Zbyt dużo rzeczy przede mną i moja rodzina abyśmy wracali. Nie chce im psuć frajdy, więc chyba jeszcze jakiś czas tu spędzimy 😉

Co byś poradził komuś kto rozważa obecnie wyjazd do UK do pracy.

Przede wszystkim nie jechać “w ciemno”. Po drugie starać się zweryfikować firmę, która nas zatrudnia. Dobrym papierkiem lakmusowym może być pakiet relokacyjny: jest to pewna kwota pieniędzy, która firma daje osobie na pokrycie kosztów przeprowadzki, osiedlenia się w UK itp. Należy sprawdzić czy takowy pakiet istnieje, a jeśli tak, na jakich warunkach jest przyznawany (wiele firm zastrzega sobie zwrot kosztów, jeśli pracownik zrezygnuje z pracy w ciągu roku od przeprowadzki). Kolejnym elementem jest wynagrodzenie: często podawane jest ono w skali roku brutto. Oznacza to, że nie wystarczy podzielić kwoty na 12, należy jeszcze wiedzieć jaki procent pensji zostaje odprowadzany w formie podatku (w Internecie można znaleźć wiele stron, za pomocą których dość prosto można wyliczyć kwotę netto pensji).

Kolejną bardzo ważna rzeczą jest podejście: najważniejsze to znać swoja wartość. Dobre firmy poszukujące obcokrajowców do pracy, robią to nie dlatego żeby było taniej, ale dlatego, że na lokalnym rynku pracy nie mogą znaleźć nikogo sensownego lub po prostu szukają kogoś lepszego, bardziej wykwalifikowanego, lepiej rokującego. Oznacza to, że szukając pracy w UK (mowa o branży IT) Polacy nie występują jako tania siła robocza, tylko jako specjaliści. Oczywiście jest też druga strona medalu: dla Anglików najważniejsze jest doświadczenie i referencje – niestety obydwa powinny pochodzić z firm brytyjskich. W prostej linii oznacza to tyle, że pierwsza praca w UK może nie być (i często nie jest) wymarzonym stanowiskiem i jako taka może być postrzegana na tle kariery jako swego rodzaju krok w tył. Parafrazując jednak dalej, nie jest to nic złego, a z perspektywy czasu krok w tył staje się mało istotny, jeśli po nim wykonało się kilka kroków do przodu.

No i na sam koniec kwestia Brexitu: jeśli ktoś rozważa wyjazd do UK, powinien to zrobić możliwie szybko. Według ostatnich ustaleń, osoby, które wyjadą do UK przed marcem 2019 (a więc data wyjścia UK z Unii Europejskiej) będą miały takie same prawa jak osoby jeż ssie tu znajdujące. Co się będzie działo po wyjściu? Tego nikt nie wie, ale jedno jest pewne: potęga ekonomiczna Wielkiej Brytanii w dużej mierze stoi na obcokrajowcach (przede wszystkim tych dobrze wykształconych) wiec ich los nie powinien być w żaden sposób zagrożony.

Wywiadu udzielił Radosław Podedworny. Dziękujemy!