Z korpo – zwalnia się z fasonem

OPINIEPRACOWNICY O KORPORACJI

Opublikowano przez:

W korporacjach się zatrudniamy – z korporacji odchodzimy. Czasem sami, bo zlokalizowaliśmy na orbicie bardziej atrakcyjną planetę, a czasem korporacja nam pomogła w podjęciu decyzji i nie mieliśmy innego wyjścia. Przykre ale z życia wzięte.

Korporacje jak już zdążyliśmy się zorientować to giganty. Giganty dbają o swój wizerunek w różnych kontekstach, również w kwestii kadr. Zgodnie z teorią kapitał ludzki, na który składa się wykwalifikowana kadra to jedno z narzędzi wykorzystywanych do osiągania celów organizacji. No a w praktyce kimś w końcu trzeba robić mówiąc kolokwialnie. I najlepiej nie głupim. Dlatego tworzy się pozytywny wizerunek pracodawcy na rynku, zabiega się o miejsca w rankingach, wprowadza się pakiety świadczeń. Jest się fajnym, jest się atrakcyjnym. Do tego też przyzwoitym i etycznym. Kodeksy etyki obowiązują w każdych szanujących się firmach  (choć oczywiście inna sprawa czy są gorliwie przestrzegane). I tutaj wracamy do tematu przewodniego wpisu – czyli rozstania z pracą. Jak się jest firmą etyczną na początku i w środku – to również na końcu. A ponieważ rozstania niezamierzone nie są przyjemnie dla głównego bohatera, to przynajmniej stwarza się pozory neutralności sytuacji dla ogółu. To znaczy innymi słowy komunikat brzmi – „nic się nie stało, kochani nic się nie stało”. Czy macie podobne obserwacje? Jak pracownik odchodzi nie ze swoje woli, to z reguły w wewnętrznej komunikacji jest cicho. Czasem w zależności od stanowiska czy stażu skreśli się w mailu o odchodzącym kilka dobrych słów. Że wybrał nową drogę i dziękujemy za wkład pracy. Podobnie członkowie zarządu – czy ich się zwalnia? A gdzież tam! Oni też składają rezygnację i podejmują się nowych wyzwań. Dlaczego? Bo tak jest z fasonem dla odchodzącego i dobrze dla firmy.

A czy mogłoby być inaczej? Jak by nie narzekać na panującą tradycję, zalatującą fałszem i obłudą, to trudno sobie wyobrazić inaczej. Na przykład komunikat: „Dnia 1 maja zwolniłem pana wiceprezesa Motylka bo nie dowiózł wyników sprzedaży. Nie współpracowało nam się dobrze, choć życzę mu powodzenia w innych obszarach działalności. Pozdrawiam. Prezes Zarządu Pająk”. Prawdopodobnie taki message czyni więcej szkód wszystkim dookoła, łącznie z prezesem Pająkiem. Wygląda więc na to, że zachowanie pewnego poziomu pozoru w oficjalnej komunikacji jest niezbędne.

Choć oczywiście niezależnie od tego mamy drugi, nieoficjalny level – poszkodowanego i związanych z nim bólu. Dużo emocji, gniewu i żalu. Często uzasadnionego. Ale to wygasa, przemija – a korporacja kręci się dalej. Taki to fason.