W korpo warto – bywać w kuchni i w okolicy popielnicy

OPINIEPRACOWNICY O KORPORACJI

Opublikowano przez:

Są takie dwa magiczne miejsca w firmie, w których można się dowiedzieć i omówić wiele ciekawych tematów. Taka druga linia, poza oficjalnymi spotkaniami. Ja znam takie dwa: kuchnia i teren obok popielnicy przed firmą.

Do palenia namawiać nie będę, fe – walczę z tym od wielu lat (teraz właśnie jestem w cyklu „nie dam się”) ale trzeba przyznać, że koło popielnicy czasem warto się zakręcić, nawet będąc niepalącym. Spotkamy kolegów z innych działów, zapytamy się: „Co tam u Was?” , „Jak tam nowy dyrektor?” , „czy słyszeliście, że będą takie a  takie zmiany”? Dzięki temu można plotki zasłyszane na swoim terenie skonfrontować z plotkami z innych. Albo w ogóle o newsach się dowiedzieć.

Można też oczywiście porozmawiać na bardziej  prymitywne i luźne tematy. O pogodzie to z reguły gdy rozmówca się napatoczył nieciekawy. Gęby w ogóle nie otworzyć  ciężko -a i na żaden konkretny temat nie ma co strzępić języka. Motyw pogody jest więc niezastąpiony: jak zimno ”ciężkie czasy dla palaczy”, jak gorąco „ale upał, nie ma czym oddychać” (chociaż jarać wciąż się da :-)).  No jeszcze w sezonie letnim dochodzi temat :” przed czy po urlopie?”

Ale gdy rozmówca nie wadzi  można z nim pogaworzyć np. o remoncie mieszkania, o zakupionych ostatnio świetnych butach, o tym na czym był w kinie i czy „Wilk z Wall street”  był dobry. Czasem uda się przy okazji rozwiązać jakiś problem, otrzymać dobry kontakt do pana który pierze tapicerkę, mechanika samochodowego, albo dowiedzieć się gdzie można kupić tanio pieluchy.

Na gruncie bardziej lokalnym mamy spotkania w kuchni. W kuchni to raczej ziomale z departamentu, albo sąsiedzi z kasty obok. Z reguły to jakieś update tego co słychać w stosunku do spotkania dzień wcześniej: „czy Miachaś poszedł już do przedszkola po chorobie, czy akumulator naprawiony, czy partner wrócił do domu po zapowiadanej imprezie?”. Drugi sort tematów jak na kuchnię przystało to dania. „ Co masz dziś na obiad? Skąd ten przepis? A ja robiłam w weekend to, a spróbuj koniecznie tamto”. Ci co nie pichcą ale kupują dania – wchodzą do kuchni ze szklanką po herbatę i słowem na ustach „Ale się nażarłem”. I z reguły było niedobre.

Pozostałe to tematy raczej wewnątrz departamentowe, najczęściej szeptane w podgrupach. Szeptane bo oczywiście dotyczą jakiś rewelacji związanych z innymi osobami. No przecież to nieuniknione. „A ten się krzywo spojrzał, a od tamtej ciagle śmierdzi, a Krzychu  wziąż na zwolnieniu a ja zapier…jak dziki osioł, a Gośka to chyba w ciąży”. W kuchni  w końcu  można też podzielić się wiedzą zdobytą w okolicach popielnicy, zabłysnąć informacjami przysposobionymi z narażeniem życia (w końcu palenie szkodliwe). Warto też wówczas dodać „nie mogę powiedzieć skąd wiem” -€“ robi się bardziej tajemniczo.

No to tyle w temacie. Może w jakiś innych miejscach warto też bywać aby się  dowiedzieć co w trawie piszczy?