Szpilka w gnoju w korporacji!

Poprosiliśmy o wywiad autorkę bloga "Szplika w gnoju". Poznajcie więc Anię: energetyczną kobietę, która swoim czytelnikom zwierza się ze swoich doświadczeń oraz refleksji związanych z przeprowadzką do dużego miasta, pracy na odpowiedzialnym stanowisku  w warszawskim Mordorze oraz przygotowaniami do realizacji swoich marzeń!  

Ania, założyłaś bloga „Szpilka w gnoju” gdzie  jak sama piszesz to „blog o przeżyciach wiejskiej baby w korporacji”. Skąd pomysł na taki format bloga?  I kto jest autorem grafiki, którą tam umieszczasz – bo to naprawdę pomysłowe!

Ania

Pomysł na grafiki jest mój, ściągam różne obrazki z netu i wklejam swoją twarz. Skąd pomysł? Znikąd. Czasem po prostu mam wizję. Nie zastanawiam się nad nią. Nie rozkminiam, nie poprawiam. Zazwyczaj szkoda mi czasu 🙂 i to objawia się w każdej sferze mojego życia.

Bloga zaczęłam pisać.. bo byłam wściekła na pracę. Na swoją szefową, która potrafiła jedynie kopać mnie w tyłek. To był moment sporego zagubienia. Quo Vadis Aniu? 🙂 Usiadłam któregoś dnia na swoich 4 literach i zrobiłam rachunek sumienia. Korpo to nie ja. Korpo daje kasę, ale potrzebuję czegoś, co będzie odzwierciedleniem mnie. Wtedy w jednym niemal czasie założyłam bloga oraz hodowlę kur na wsi, w której pomagają mi rodzice.

Na swoim blogu żartobliwie nazywasz się Słoikiem. To określenie, które zadomowiło się już w  naszym języku na dobre. Ludzie przyjeżdżają do dużych miast za pracą, poszukują lepszej  przyszłości. Ale to duża zmiana w życiu wymagająca odwagi -  nowe otoczenie, szybkość życia,  rozłąka z bliskimi itd. Do czego najtrudniej było przywyknąć przyjeżdzając do Warszawy i rozpoczynając pracę w korporacji?

Do Warszawy przyjechałam na studia, więc zanim poszłam do korpo, zdążyłam się przyzwyczaić do dużego miasta, ilości poświęconego czasu na dojazdy etc 🙂 W Warszawie jestem od 15 lat i niemal co weekend jadę na wieś. Od samego początku stoję okrakiem w swoim życiu. Na początku nie mogłam przyzwyczaić się.. do małego mieszkania w bloku! Na wsi mamy dom wielki jak hotel, ogród.. a tutaj nie dość, że mieszkałam w małym pokoiku, to jeszcze mieszkanie dzieliłam z 3 chłopakami, sajgon 😉

Do czego było mi najtrudniej przywyknąć rozpoczynając pracę w korporacji? Do braku wolności. Miałam 24 lub 25 lat i nagle okazało się, że to nie ja zarządzam już swoim czasem, a firma. Nigdy nie lubiłam nawet uczęszczać na treningi sportowe z odgórnie narzuconymi godzinami, a co mówić praca w systemie 8h+ dojazdy. Masakra 😉

Czy praca w dużej firmie to było coś o czym marzyłaś? Pewne zawody są dedykowane takim instytucjom, inne zyskują zupełne inne znaczenie niźli odpowiedniki w mniejszych biznesach. To zamierzone czy przypadek?

Nie marzyłam o pracy w dużej firmie. W tamtym okresie swojego życia marzyłam o podróżach, miłości, dobrych książkach.  Najnormalniej w świecie potrzebowałam pieniędzy. Przyjezdni mają to do siebie, że nie otworzą lodówki mamusi o każdej porze dnia i nocy. Muszą zarobić na jej zawartość, więc bardzo szybko rozpoczęłam pracę na studiach na słuchawkach i już w korpo.. a potem to już poszło. Fartem od samego początku pracowałam w firmie powiązanej z tematyką studiów.

Na co dzień bardzo dużo współpracujesz z ludźmi – rozumiem, że tego wymaga od Ciebie pełniona funkcja. To nie jest łatwe zadanie – jesteśmy różni. Ponoć dobrze zarządzać innymi można dopiero gdy dobrze zarządza się sobą – a i to nie proste. Jak się w tym odnajdujesz? Co jest najtrudniejsze?

Zarządzanie ludźmi nie jest trudne, o ile jesteś dobrym człowiekiem i potrafisz znaleźć balans pomiędzy liczbą (wynikiem) a podwładnym. Ja się nawet tego nie musiałam uczyć, to część mojego charakteru. Z czasem jedynie ewaluowało to profesjonalizmu na odpowiednim poziomie.

Najtrudniejsze jest.. zwalnianie ludzi, a w szczególności tych, którzy się starają. Moja była szefowa mawiała " W biznesie nie ma sentymentów" i często biznes upomina się o to.

Wiele młodych osób rozpoczynając prace w korporacji nie planuje rozwoju swojej kariery zawodowej,  pozostawia sprawę kwestii przypadku. Dlatego dla jednych korporacja staje się drabiną kariery, dla innych wegetacją na lata – a jeszcze dla innych przystankiem i środkiem do realizacji marzeń. Ty chyba zaliczasz się do tej trzeciej grupy? Masz wizję, poza pracą działasz, chcesz wrócić kiedyś do rodzinnych stron.

Tak jak wspominałam, korporacja to pieniądze. Pieniądze mieć trzeba. Nie zgadzam się z przysłowiem "Pieniądza szczęścia nie dają",a przynajmniej nie do końca. Dają możliwość realizacji tego, czego się chce. Ja chciałabym być niezależna od pracy w dużej firmie. Próbuję wszystkimi siłami to osiągnąć. Czy mi się uda - pogadamy za kilka lat. Jestem świadoma tego, że własny biznes to często gęsto szarpanina, praca 7 dni w tyg, "raz na wozie, raz pod wozem". Korpo - to stała pensja tego samego dnia każdego miesiąca, prywatna służba zdrowia, przespane noce. Wielu ludzi uciekając z korpo nie myśł o tym, nie równoważy - ja doskonale rozumiem + i - obu stron.

Masz jakieś rady dla młodszych koleżanek/kolegów którzy idą w Twoje ślady i dopiero rozpoczynają pracę w dużych firmach?

Haha nie powinnam dawać żadnych mądrych rad 🙂 A to dlatego, że muszą sami wszystko przejść, nauczyć się, doświadczyć. Młodzi muszą wpadać w interakcję z innymi ludźmi, niestety zarówno z tymi co są przyjacielscy i pomocni, jak i z tymi - którzy "idą po trupach do celu". Pamiętajmy, że wszystko to doświadczenie, które kształtuje - tylko oby nie stali się tymi drugimi.

To co mogę powiedzieć - asertywność w granicach rozsądku. Tego da się nauczyć.

A, no i oczywiście - nie pracuj non stop, nie poświęcaj się jedynie firmie. Wszyscy jesteśmy do zastąpienia, a czas utracony nie jest do odzyskania.

Na blogu ostatnio zawiało pustką, ale z FB wiemy, że powodem jest Twój dzidziuś!  Bycie mamą to full time job - czy mimo tego tęsknisz czasem za biurowym klimatem?

Tęsknie za ludźmi. Po porodzie zrobiłam rachunek sumienia i faktycznie... ja lubię działać, ogarniać, załatwiać. Córka to największe moje dotychczasowe wyzwanie. Macierzyństwo, a przynajmniej to początkowe, jest trudniejsze niźli praca na 2 etaty, które dotychczas ogarniałam 🙂

Do bloga wrócę.. jak się trochę jeszcze ogarnę 🙂 Mam w głowie tematy, które czekają na przelanie na "kartkę papieru".

Historie przez Ciebie pisane czyta się przyjemnością – lekkie pióro, poczucie humoru i pozytywna energia. Nie rozstajesz się z blogiem?

Bloga pisze życie, wydarzenia. Staram się wyciągać właśnie to, co jest pozytywne. Po co mamy się skupiać na samych problemach, kłótniach i przepychankach. Życie nie jest po to, aby było smutno. Życie jest po to, aby się radować.. ale też przeżywać też refleksje.

Jak miałam 20 lat, wróżka wywróżyła mi, że na macierzyńskim będę się nudziła i wymyślę wówczas coś, na czym będę mogła zarabiać. Pamiętam, że wspominała o zarabianiu na swoich umiejętnościach. Może napiszę książkę, hm? 🙂

I na koniec kobiece pytanie – Lubisz szpilki. Dlaczego?

Bo wyszczuplają pupę 🙂 Poza tym, ja naprawdę w tygodniu biegam w szpilach, a w weekendy w kaloszach w kurniku!

Zdjęcia i grafiki pochodzą ze bloga autorki.

 

"Szpilka w gnoju" , to jak pisze sama autorka, blog o przeżyciach wiejskiej baby w korporacji, a także o tym, jak robiąc karierę w Warszawie, małymi kroczkami wraca do domu. Inteligentnie i humorem Ania zaprasza do swojego świata, który tak na prawdę wspólnie dzielimy. Zaglądajcie koniecznie!

Sylwia