Praca po znajomości? Szanse i ryzka

KARIERASZUKAJĄC PRACY

Opublikowano przez:

Podobno 50% wszytkich stanowsik obsadzanych jest z polecenia znajomych. Przy czym odsetek poleceń przez znajomych wzrasta tym bardziej, im ważniejsze jest stanowisko. Tak wyczytałam w pozycji „Networking i jego rola w osiąganiu celów zawodowych i osobistych ” Franka Walichta.

Z czego to wynika? Czy znajomy jest pewniejszą inwestycją? Można bardziej zufać rekomedacji znajmoego, niż rekrutacji przeprowadzonej przez wykfalifkowane kadry i własnej intuicji? A co z uczciwością i równą szansą dla wszytkich?

W takiej transakcji zwykle uczestniczą 3 osoby: polecająca, pracodawca oraz osoba polecana. Co każdy z nich ma do wygrania, a co do stracenia korzystając z takiego układu?

Jeśli osoba polecna faktycznie trafi w gusta pracodawcy ten będzie wdzięczny polecającemu, umocnią się więzi ich znajomości, a nawet pojawi się pewnego rodzaju dług do spłacenia.  Pracodawca w końcu zyskał – nie musząc ponosić kosztów rektutacji – i ma wykfalifikowanego pracownika. Osoba polecana otrzymuje posadę i może wykazać się swoimi umiejętnościami,  szybciej zrobić karierę. Wszędzie plusy.

Jednocześnie jeśli osoba polecana okaże się nie odpowiednią, polecjący może popsuć sobie opinię. Oprócz tego i osoba zatrudniająca wewnątrz instytcji może narazić się na dezaprobatę, nie mówiąc o bieżących problemach związanych z osiaganiem celów. W końcu też osoba polecana może być sflustrowana nie mogąc sprostać wyzwaniom przed nią stawianym, wyczuwając niezadowolenie przełożonego, oraz rozczarowanie osoby polecjącej. Czyli tak zwana masakra.

Przy zatrudnianiu po znajomości dochodzą też inne aspekty. Pytanie czy fakt ten będzie wiadomy pozostałym współpracowniakom, a jeśli tak to czy nie będzie rzutował na wzajemne relacje, a tym samym na efekty wykonywanej pracy. Oczywiście to wszytko też kwestia osobowości i predyspozycji zatrudnionej osoby i nastawienia pozostałych pracowników w firmie. Takie sytuacje nie są jednoznaczne i mogą negatywnie wpływać zarówno na osobę zatrudnioną jak i zespół. Z drugiej jednak strony, jeśli zatrudniona/y koleżanka/kolega/nowy przełożony okaże się fachowcem,  do tego sympatycznym – pewnie nic w tym złego. W końcu jedną z najważniejszych rzeczy dla managera jest sprawnie działający zespół.

No oczywiście gorzej jeśli przejdziemy na ciemną stronę mocy – nepotyzmu, innych patologii, „wciskaniu” na siłę znajomych bez kwalifikacji…Co też się zdarza…Jak często? Pytanie.

Macie jakieś swoje doświadczenia w tym zakresie?