Na spotkanie lecimy na Marsa czy do Amsterdamu?

Sale konferencyjne to dość istotny element naszej rzeczywistości. Pracownicy o korzeniach głęboko zapuszczonych w korporacyjny świat dobrze o tym wiedzą. Spotkania to bowiem codzienność. Nie ma możliwości aby jakiekolwiek mechanizmy w dużej firmie działały bez wymiany informacji, wspólnego rozwiązywania problemów czy podejmowania decyzji. Oczywiście jakość i efektywność spotkań to już drugorzędna sprawa w przypadku tego wpisu – powszechnie wiadomo, że w tym zakresie oddzielne wywody można by poczynić.

Powierzchnie przeznaczone na konferowanie w zasadzie znajdują się w każdej firmie. Pytanie  jaka jest ilość tych sal czy jest odpowiednia w stosunku do zatrudnionych pracowników i organizacji przestrzeni biurowej – np open space. Ale co do zasady ilość to znów temat na odrębne dywagacje.

Na przestrzeni lat zwróciłam uwagę natomiast na fakt, że firmy dość ciekawie podchodzą do nazewnictwa tego typu pomieszczeń.  Jakiś czas temu poprosiliśmy czytelników na fb o dadatkowo podpowiedzi wynikające z ich doświadczenia i zebrała się reprezentacyjna lista.

Bardzo często używane są nazwy stolic państw. Można więc spotkanie odbyć w Amsterdamie czy Pradze. W jednym z budynków w jakich miałam okazję pracować istnieje podział na część Wschód i Zachód.. Na wschodzie biura znajdziemy Warszawę czy Moskwę – na zachodzie na przykład Barcelonę. Szkoda, że i wystrój nie jest odpowiedni i nie odzwierciedla ducha danego miasta ! Ale z drugiej strony jak by na przykład w Paryżu siedzieć pod rekonstrukcją wieży Eiffla to może by jeszcze zbyt romantycznie by się zrobiło 🙂

Innym razem spotkałam się z nomenklaturą odnoszącą się nazwisk znanych kompozytorów. Osobiście spotykałam się w salach Strauss czy Mozart. Pikanterii dodawał fakt, że ten układ spotkałam właśnie w Wiedniu.

Ciekawym rozwiązaniem jest użycie nazwy planet. To musi być ekscytujące omawiać nowe pomysły i rozwiązania gdzieś tam w kosmosie. Od razu perspektywa inna z takiego Marsa na przykład. Z kolei na Ziemi muszą być poruszane ciężkie tematy pewnie…

Jedna z osób przedstawiła nam ciekawy pomysł związany z użyciem nazw mórz i oceanów. Pewnie też w zależności od prognozowanego klimatu na rozmowy można wybrać Bałtyk albo Adriatyk. No a jak skrywane wcześniej tematy mają wypłynąć na szerokie wody to na pewno Atlantyk byłby na miejscu.

W ten sam deseń można uderzyć ze szczytami gór albo łańcuchami górskimi. Na pewno sala Mont Everest znajdowałaby się na poziomie Zarządu!

Otrzymaliśmy też informację, że pomysłem na nazwy sal mogą być też nazwy produktów jakie sprzedaje firma. Ciekawe czy popyt na daną salę jest zbieżny z rzeczywistym zainteresowaniem konsumentów!

Ktoś tez podrzucił rozwiązanie z użyciem stanów USA. Też trafione ! Do dyspozycji pokaźny spis – no i również można puścić wodze wyobraźni. Jak na przykład będziemy mieć w tym samym czasie zaproszenie na spotkanie w  Dakocie i Kalifornii  – to co wybrać? No jasne że San Fransisco!

Na zakończenie dodam, że w jednym z biur, w jakich ostatnio często bywam, w jednej z nielicznych sal bez nazwy pracownicy sami ją nadali. Na szklanych drzwiach pojawiła się kartka ze zdjęciem prezydenta USA i nadrukiem Tramp. Poważne te spotkania w tej sali czy nie poważne…:-) ?

Jeśli spotkaliście się z innym ciekawym zestawem – dajcie znać!

 

Sylwia