Korporacja a psychika ludzka

Jarek Żyliński - psycholog wychowawczy. Prowadzi zajęcia z zakresu wychowania i rozwoju dzieci i młodzieży. Wiele ciekawych informacji z dziedziny psychologii publikuje  na swoim Psychoblogu. Właśnie tam znalazłyśmy ciekawe przemyślenia dotyczące pracy w korporacji oparte o własne analizy i doświadczenia. Zapraszamy do lektury jego artykułu.
Korporacja, dość nowy wymysł społeczny, który po prostu musi zostawiać ślad w ludzkiej psychice. Czasem można to odczuć, jak się niechcący wpadnie w tłumek ludzi, którzy akurat wspólnie jadą do pracy.

Najpierw może określmy, co to jest korporacja. Według słownika języka polskiego - "zrzeszenie osób mające na celu realizację określonych zadań".

W języku potocznym, w świecie pracy nadal pozostaje mniej więcej to znaczenie, ale ze zdecydowanie silnym naciskiem na słowa "realizację określonych zadań". Korporacja często wiąże się z zatrudnieniem bardzo dużej ilości pracowników, czasem o dość podobnych zadaniach. Nierozłączny od korporacji jest "open-space", przestrzeń; pomieszczenie, w której pracuje wiele osób. Pojawiają się też zespoły, grupy itd. Umówmy się, że nie będziemy się specjalnie czepiać tego, co korporacją jest, co ma jej elementy, a co nie. Raczej chciałbym wskazać na pewne procesy.

Nie ma ludzi nie do zastąpienia - Nowi pracownicy cały czas żyją ze świadomością, że na ich miejsce bez problemu ktoś się znajdzie (chyba, że mają bardzo wyspecjalizowaną funkcję, chwała im za to). Starsi pracownicy, którzy przeszli kilka szczebli do góry, wcale nie muszą się czuć dużo lepiej, bo szczebel za nimi też ktoś jest, kto w razie potrzeby zajmie ich miejsce.

Efekt: Niezmiennie trzeba się starać - to dobrze. Ale moja rola nie jest tu taka ważna, korporacja sobie poradzi beze mnie, więc to ja muszę dać z siebie wszystko, żeby z wymienności nie skorzystała. Dobrze, żeby się starać, ale dobrze przy tym pozostać zdrowym. Tylko czy korporacja nie woli na moim miejscu kogoś właśnie mniej zdrowego? Kto się bardziej poświęci?

Droga jest tylko jedna - Korporacja przeważnie ma jasno określone drogi awansu i rozwoju. Ma przeważnie klarowne zasady zatrudniania nowych osób i regulamin wszystkich obowiązujących. W takiej sytuacji przestrzeń dla indywidualnej jednostki jest bardzo jasno określona i trzeba się w nią wpasować. Jeśli chcemy coś zmienić - raczej nie uda się to zakresie indywidualnej jednostki, trzeba by zmienić zasady dla wszystkich. Swoją drogą, taka zasada obowiązuje także w edukacji.

Efekt: Pracownik ma do wyboru. Albo się dopasuje do przestrzeni, która jest mu dana (w różnych firmach na różnym poziomie otwarta), albo patrz punkt powyżej - nie ma ludzi nie do zastąpienia. Pracownik ma się dostosować, nie firma. Tutaj jest znaczna różnica między małymi firmami rodzinnymi.

Jacek  Żyliński - psycholog

Jacek Żyliński - psycholog

Cel jest tylko jeden - Jest nim cel firmy, czyli to co podkreślałem nachylając się nad językową definicją korporacji. Wszystko co się dzieje jest skierowane na konkretny cel i w tym celu korporacja ma pracować na maksymalnym swoim potencjale - czytaj, wykorzystując wszystkie siły swoich pracowników. Zepsute tryby łatwo wymienić, więc te co się ma, można eksploatować w pełni. W tym momencie pozdrawiam tych, którzy w chwili kiedy to piszę (18.30) siedzą w pracy i tych co na nich czekają w domu.

Efekt: Kilkanaście godzin pracy w kluczowych momentach projektów to silne uderzenie w rodzinę. do tego czasem przemęczenie, wypalenie, niszczenie zainteresowań. No i droga do następnego punktu, mnie osobiście najbardziej przerażającego.

Firma mą dumą: Skoro nie jesteśmy niepowtarzalni, skoro narażamy na szwank rodzinę i swoje zainteresowania, to z czego w życiu możemy być dumni? Oczywiście, że z firmy, której organizm tworzymy. Nieważne, że jesteśmy elementem raczej typu "łuszczący się naskórek" w najlepszej sytuacji "palec u nogi". Grunt, że ten palec to też firma.

Efekt: Pojawia się tutaj czasem pewien efekt zaburzenia poznawczego, w który wpadają pracownicy korporacji, bo trochę nie mają wyboru. Ich mózg musi im coś takiego podpowiadać inaczej podupadną widząc spustoszenie, które korporacja może (nie musi!) zasiać w naszym życiu. Mózg się broni, pokazuje nam rzeczy, które są związane z firmą, pomija inne, frustrujące przez zaniedbanie. Człowiek powoli się pogłębia.

OGÓLNIE RZECZ BIORĄC

Pokazałem tutaj najczarniejszą wizję tego co się może stać z człowiekiem w korporacji. Jednak wiadomo, zawsze to jednak mimo wszystko tworzą ludzie. Korporacja korporacji nie równa, gdzieniegdzie jest lepiej, gdzieniegdzie gorzej. Powyższy artykuł opierałem na podstawie obserwacji, analizy systemu i własnym krótkim doświadczeniu pracy w korporacji.

Wnioski są takie, że bardzo się boję momentu, w którym człowiek broniąc swojego bytu, walcząc o pozostanie w pracy staje się faktycznie bardziej elementem organizmu niż samym sobą. Tym samym zachodzą tutaj bardzo niezdrowe procesy, bo zatraca się umiejętność spostrzegania nie tylko swoich ale i cudzych potrzeb. Naprawdę bardzo mocno to widać, jak się jest w towarzystwie wieloletnich pracowników korporacji. Nie dziwne, zamiast całej psychologii starczy przysłowie "kto z kim przestaje...", skoro w korporacji siedzimy 10 godzin i więcej, to nie dziwne, że się nią stajemy.

Życzę Wam wszystkim zdrowia psychicznego. Przede wszystkim tego, byście nie myśleli o tym, że jesteście trybikiem, który można wymienić. Życzę byście myśleli o tym, że dla Was i dla Waszych bliskich jesteście najważniejszym trybikiem na ziemi, bez którego wiele maszyn zacznie mocno zgrzytać i to o nie warto się martwić.

Sylwia