Korpoludź poza krajem w podróży służbowej

Jeśli pracujecie w międzynarodowej korporacji od lat, to mogło Wam się już zdarzyć podróżowanie za granicę w celach służbowych. Oprócz osób na stanowiskach w zarządzie czy dyrektorskich, które z uwagi na pełnione funkcje uczestniczą w spotkaniach międzynarodowych na wyższym szczeblu, zdarzają się przedsięwzięcia, wdrożenia nowych procesów, systemów – gdzie wymagana jest współpraca z placówkami za granicą lub siedzibą,  na trochę niższym, operacyjnym poziomie. Albo szkolenia czy konferencje, na które zapraszani są pracownicy z konkretnych obszarów firmy.

Dla osób zatrudnionych w firmach konsultingowych takie podróże mogą być normą. Oddelegowanie za granice do jakiegoś projektu może trwać wiele miesięcy. Można się nawet zasiedzieć i zostać!

Podróże kształcą – więc na pewno różne sytuacje związane ze współpracą z osobami z innych krajów oraz poznawaniu nowych miejsc czy zasad pracy – to nowe doświadczenie, poszerzanie horyzontów. Często nawiązywanie ciekawych relacji. Można też przy okazji trochę zwiedzić – o ile praca i obowiązki nie zajmują całego naszego czasu – co się zdarza, lub spotkanie, na które się wybieramy nie odbywa się w hotelu przy lotnisku. Wówczas co najwyżej terminale możemy pozwiedzać dokładnie i hotelowe zaułki.


No i  oczywiście rzecz bardzo ważna – bez języków obcych ani rusz – więc przy tej okazji zachęcam, polecam gorąco aby się uczyć bo nigdy nic nie wiadomo!

Naturalnie zbyt częste podróże mogą mocno zakłócać życie rodzinne. A już tym bardziej koczowanie w innym kraju przez wiele miesięcy może być dość męczące jeśli nie destrukcyjne. No chyba że jest się młodym, gniewnym bez zobowiązań.

Z tych bardziej przyjemnych części podróży to oczywiście diety jakie wypłaca nam firma w związku z wyjazdem. Dla każdego kraju obowiązuje inna stawka przysługująca za dzień delegacji odpowiednio pomniejszona gdy mamy zapewnione posiłki. Np. to już w zasadzie standard, że śniadanie jest wliczone w cenę hotelu. Dodatkowo dostajemy jakiś dodatek za transport miejski oraz komunikację z lotniskiem. Reszta to już jak tam firma bogata i hojna. Z diety czasem można coś zaoszczędzić, chociaż ceny nawet drobnych zakupów w krajach zachodnich są jak na nasza kieszeń wciąż jeszcze dość wysokie, nie mówiąc już o posiłku w restauracji. Więc faktycznie dodatkowe środki mają swoje uzasadnienie. W Wiedniu bilet na przejazd metrem to ponad 2 EUR. Nie wspominajmy już o cenach w Londynie. Są jednak różne podejścia do rozdysponowania budżetu dietowego: cebularis ile się da (czyli skąpimy na maksa),  rozpusta konsumpcyjna w knajpach (zwłaszcza w dobrym towarzystwie i do późnych godzin), pamiątki dla rodziny i przyjaciół lub kombinacje tych wariantów.

Z tych gorszych aspektów – przynajmniej jak dla mnie – to podróż samolotem. Może niektórzy lubią, ale przepychanki na lotnisku oraz sam lot jest dla mnie dość męczącym przeżyciem zawsze. A już zwłaszcza gdy samolot startuje o 7:00 rano…No i uwaga na śniadanka na lotniskach. Kanapeczki za 25 PLN utkwią Wam w pamięci jeśli dacie się zaskoczyć!

Przy dłuższych pobytach zagranicznych firmy często decydują się na wynajem mieszkania. Nawet jeśli w niektóre dni jest nie zamieszkałe – cena za miesiąc wychodzi i tak taniej niż hotel. No i rodzina skorzysta jeśli będzie chciała pomieszkać z delegowanym.

To kto chętny do podóży?

 

Sylwia