Korpo na emigracji – Iwona w Manchester

Iwona Czarnota, autorka bloga "Oh Deer!" zgodziła się udzielić nam wywiadu na temat jej życia i pracy w Anglii. Przeczytajcie jak w jej oczach  wygląda praca w korpo poza granicami Polski i co ceni sobie najbardziej.

Z informacji na Twoim blogu wyczytałam, że przeniosłaś się do Anglii już około 10 lat temu. Gdzie dokładnie i czy to był wyjazd za pracą?

Do Anglii przyjechałam zaraz po maturze, do pracy jako Au Pair czyli opiekunka do dzieci. Plan był taki żeby zostać tu tylko na rok, nauczyć się języka i zaoszczędzić trochę pieniędzy na studia w Polsce. Ale jak to często w życiu bywa, wyszło zupełnie inaczej: dostałam się na Uniwersytet tutaj i tak mi zleciało ponad 10 lat:-) Od samego początku mieszkam w Manchesterze, kiedyś ciągnęło mnie do Londynu, ale zdałam sobie sprawę, że kilkudniowe wyjazdy do tej wielkiej metropolii raz na jakiś czas w zupełności mi wystarczą;-)

Czy w Twojej okolicy jest dużo Polaków?

W mojej okolicy raczej nie, ale w samym Manchesterze - mnóstwo! Chociaż mam wrażenie, że o wiele mniej niż na początku mojego pobytu tutaj. Są polskie sklepy, kilka knajp oraz polski kościół. Idąc ulicami centrum bardzo często można usłyszeć nasz ojczysty język, a będąc w restauracji, kawiarni lub sklepie możemy być prawie pewni, że chociaż jeden z pracowników będzie Polakiem.

Iwona

Iwona

Czym zajmujesz się zawodowo?

Od kilku lat pracuję w międzynarodowej agencji reklamowej jako Account Manager, czyli jestem takim trochę pośrednikiem między klientem a działem kreatywnym. Zarządzam kampaniami - od pierwszego pomysłu aż do samego końca. To praca bardzo stresująca (w grę wchodzą naprawdę duże pieniądze) i wymagająca, ciągle działam na pełnych obrotach i muszę 'żonglować' zadaniami. Ale w tym samym czasie bardzo ją lubię i sprawia mi wiele satysfakcji - szczególnie na końcu każdego projektu:)

Czy są jakieś rzeczy, które Cię zaskoczyły w pracy - związane na przykład z organizacją pacy, sposobem zarządzania ludźmi, profesjonalizmem? Coś z czym w Polsce się nie spotkałaś, albo u nas uchodzi za nietypowe?

To co mnie odrazu zszokowało (bardzo pozytywnie!) był fakt, że każdy pracownik, nawet ten na najniższym 'szczeblu' jest traktowany na równi z innymi. Pierwszego dnia w firmie, kiedy robiłam sobie kawę w kantynie podszedł do mnie jeden z dyrektorów - zaczął gratulować i witać mnie w zespole! Życzył mi dużo szczęścia i poprosił żebym w razie jakichkolwiek problemów waliła do niego jak w dym! To było naprawdę bardzo miłe i takie budujące. Fakt, że ze wszystkim mówisz sobie po imieniu też mi się bardzo podobał, bo dzięki temu nie ma sztywnej ani nadętej atmosfery. Tak naprawdę w Polsce pracowałam tylko w jednym miejscu w tej branży i to dosyć krótko, więc nie powinnam generalizować, ale... Anglicy są dużo bardziej wyluzowani i nie mają takiego dystansu do siebie nawzajem - czego niestety doświadczyłam w Polsce.

W Polsce w korpo pracownicy otrzymują pakiet dodatkowych świadczeń jak: karty do siłowni, opiekę medyczną? Czy w Anglii to

Manchester w Anglii

Manchester w Anglii

się różni? Czy pracodawca oferuje podobne świadczenia?

Siłownie mamy w firmie, jest nawet odkryty basen - ale ze względu na angielską pogodę - dosyć rzadko używany:) Oprócz tego organizują nam zajęcia jogi czy sesje masażu - wszystko z bardzo korzystną zniżką. Często mamy sposnorowane dodatkowe kursy i szkolenia w różnych dziedzinach, za które w przeciwnym razie musielibyśmy zapłacić grube pieniądze. Jeśli chodzi o opiekę medyczną i zdrowie pracownika to wygląda to zupełnie inaczej niż w Polsce, bo tutaj... pracodawcy nie interesuję Twoje zdrowie, wręcz przeciwnie - on nie ma prawa 'wtrącać się' w tę kwestię Twojego życia - tak jest przynajmniej w 'biurowych 'pracach.

Jak się pracuje z Anglikami? Czy są dobrymi współpracownikami?

Wśród Polaków jest dosyć często taki stereotyp 'Leniwego Angola' i o ile w moich poprzednich, dorywczych pracach jako kelnerka to się czasami sprawdzało, tak w każdej pracy 'biurowej' to dla mnie totalny absurd. Wszyscy ludzie z którymi mam do czynienia w swojej korpo są bardzo pracowici, niezwykle zdolni i mega kreatywni. Często zaskakują mnie swoim 'czystym' myśleniem, szybkimi i trafnymi reakcjami w trakcie każdego kryzysu. Poza tym wszyscy są bardzo koleżeńscy i zawsze przed wyjściem z biura pytają czy ktoś nie potrzebuje pomocy - taki 'dreamteam'. Zawsze uważałam, że fajni ludzie w pracy to wielka zaleta.

W Polsce popularne są tak zwane integracje – wyjazdy, czy spotkania z różnych okazji mające na celu zintegrować zespół. Czy taki zwyczaj również panuje w Anglii?

Kiedyś pracowałam w dziale rezerwacji jednej z sieci hoteli i rzeczywiście - mieliśmy raz weekendowy wyjazd... do jednego z ich hoteli:) O wiele bardziej popularne są po prostu wspólne wyjścia: najpierw kolacja w restauracji, potem impreza w klubie. Oprócz tego obowiązakowe coroczne Christmas Party, a u mnie w firmie również Summer Party w sierpniu. Kilka dni przed wyjazdem do Polski na nas ślub, cały mój zespół zorganizował mi wieczór panieński - totalną niespodziankę! Było super, ale byłam wtedy na początku ciąży i udawanie, że piję alkohol naprawdę nie było łatwe. W końcu jako Rodowita Polka musiałam ich nauczyć picia wódki 🙂

Iwona z córeczką

Iwona z córeczką

Rozumiem, że już trochę wsiąkłaś w angielski klimat. Czym byś zachęciła innych, którzy rozważają przyjazd do pracy albo np. do szkoły językowej do Anglii. Warto, choć przez jakiś czas tam pomieszkać?

Wszystkim tym, którzy rozważają wyjazd zagranicę mogę powiedzieć tylko jedno... zdecydowanie warto spróbować! Będąc w innym kraju można zdobyć ogromne życiowe doświadczenie, i oprócz nauki języka oraz zarabiania pieniędzy, można poznać wielu ciekawych ludzi! Jeżeli ktoś zna język na poziomie 'komunikatywnym' to zamiast szkoły językowej polecam pracę 'z ludźmi' czyli np. jako kelnerka. Według mnie to właśnie przebywanie z obcokrajowcami i 'mus' rozmowy sprawiają, że człowiek uczy się o wiele szybciej i sprawniej.

A jest coś za czym nieustannie tęsknisz? Zamierzasz wrócić– czy Anglia to już Twoje przeznaczenie?

To chyba oczywiste, że najbardziej tęsknię za rodziną w Polsce, szczególnie teraz, kiedy mamy córeczkę, bardzo żałuję, że mieszkamy tak daleko od jej Dziadków. Na szczęście dosyć często się widujemy, a na co dzień ratuje nas Skype:) Do Polski raczej nie planujemy wrócić na stałe, ale jeśli chodzi o Anglię... to nie jest to nasze ostatnie słowo:) Trochę nas ostatnio 'nosi', więc zobaczymy co z tego wyjdzie:)

Jesteś autorką bloga. Co ciekawego można na nim przeczytać? Jakie tematy poruszasz i kogo zachęcisz do zaglądania?

Oh Deer to taki rodzinno-lifestylowy misz-masz, gdzie oprócz swoich spostrzeżen na temat macierzyństwa opisuję nasze życie codzienne oraz wspominam o rzeczach, które mnie inspirują lub są dla mnie ciekawe. A wszystko to staram się robić w pozytywnym klimacie - bo tacywłaśnie jesteśmy - ciągle uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni.

Web

"Oh deer!" to miejsce, gdzie Iwona pisze o rzeczach, które kocha: o swojej rodzinie, o podróżach, o pysznym jedzeniu i o tym wszystkim co ją inspiruje lub zwyczajnie zachwyca

Sylwia