CEO Slayer – Marcin Przybyłek

Fajna pozycja na urlop. Marcin Przybyłek przenosi nas w Warszawę  przyszłości, w której korporacje zadomowiły się na dobre a żądzą nimi bezwględne jednostki. Główny bohater postanawia wymierzyć im sprawiedliwość i odpowiednio się do tego przygotowując. Ciekawa jest też sama wizja przyszłości. W domu oswojony dron, niczym zaufany przyjaciel - spełni nasze wszystkie prośby i o nas zadba. Jest też trochę ciekawych wynalazków typu: facenet  - niewidzialna nanosiatka, którą każdy cywilizowany człowiek zakłada na twarz po porannej toalecie.

Przy zakupie uważajcie jednak na tytuł. Polujac na ebooka moża się pomylić i zakupić bardzo tanio pozycję "CEO Slayer. Pierwszy raz". I to nie będzie cała książka.

Nota wydawcy: "W połowie XXI wieku człowiek mało znaczy, światem rządzą korporacje, powszechne są oszukiwanie klientów i wyzysk pracowników. W starciu z instytucjami finansowymi i koncernami farmaceutycznymi jednostka nie ma szans. Nie inaczej jest w Warszawie, gdzie banki bezkarnie okradają ludzi, a producenci leków wpędzają ich w choroby.

Niespodziewanie w tym mroku rozbłyska płomyk nadziei. Dyrektorzy wielkich firm padają ofiarą CEO Slayera, tajemniczego mściciela, równie jak oni bezwzględnego, silnego i brutalnego. A kolejne pobicia są natychmiast nagłaśniane przez kibicujące mścicielowi media.
Za potężnie zbudowanym, skrywającym twarz pod facenetem mistrzem sztuk walki korporacje wysyłają równie jak on przebiegłego i sprawnego detektywa – kobietę, która cynizmem i wyrachowaniem bije na głowę nawet upokorzonych menedżerów.
Warszawa staje się areną zmagań samotnego anioła z piekielnymi bestiami. W tej nierównej walce z wykorzystaniem najnowszych technologii CEO Slayer ma jednak cichych sojuszników: opinię publiczną, media i... nie tylko."

Sylwia